TRANSKRYPCJA Marianna Gierszewska – moja historia z chorobą | #21

Marianna Gierszewska - moja historia z chorobą.

Dzisiejszym gościem Jacka Hołuba jest aktorka młodego pokolenia – Marianna Gierszewska. Opowie Wam swoją historię od diagnozy wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, poprzez kolejne lata zmagania się z chorobą. Mamy nadzieję, że ta historia zainspiruje pacjentów zmagających się NChZJ, do życia i brania z każdego dnia 100%. Zwłaszcza dziś, kiedy w dniu premiery obchodzimy World IBD Day, czyli Światowy Dzień Chorób Zapalnych Jelit.

Drodzy Słuchacze, przesyłajcie do nas swoje uwagi czy sugestie tematów. Jeżeli chcecie podzielić się swoja opinią na temat IBD podcast, to adres jest dla Was: IBDpodcast@takeda.com.

(rozmowa zarejestrowana w kwietniu 2021 r.)

Jacek Hołub:
Czy chorując na wrzodziejące zapalenie jelita grubego m można odnieść sukces w show biznesie i stworzyć markę odzieżową dla kobiet? Czy młoda kobieta ze stomią może być popularną aktorką i występować w serialu z 2 milionową widownią? Naszym dzisiejszym wyjątkowym gościem z okazji IBD Day czyli Światowego Dnia Nieswoistych Chorób Zapalnych jelit 19 maja jest Marianna Gierszewskia. Aktorka znana m.in. z serialu kryminalnego TVN „Pułapka”, wokalistka, projektantka bielizny dla kobiet ze stomią i szczęśliwa żona. A poza tym pacjentka z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego i stomiczka, która udowadnia, że chorując można spełniać marzenia i być szczęśliwym.
To co słyszymy w tle to utwór Marianny „Buzi” jej najnowsze nagranie. Dzień dobry.

Marianna Gierszewska:
Dzień dobry.

Jacek Hołub:
Ja nazywam się Jacek Hołub jestem dziennikarzem, autorem książek i rzecznikiem towarzystwa J-elita od 20 lat żyjącym z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Dzisiejszy, specjalny odcinek naszej audycji powstał z okazji IBD Day czyli Światowego Dnia Nieswoistych Zapalenień Jelit. Jego tegorocznym hasłem jest dobre samopoczucie. A to można uzyskać żyjąc pełną piersią i realizując swoje pasje tak jak nasza bohaterka. Jednak samopoczucie osób żyjących z chorobami zapalenymi jelit to nie tylko ból brzucha, biegunka i osłabienie, ale także to czego nie widać, co dzieje się w naszej psychice. To problemy z niską samooceną, brakiem akceptacji własnego ciała, wstyd, lęk o przyszłość. To także wpływ choroby na związki i relacje intymne. Poruszymy również z Marianną takie tematy.
Marianno, 16 lat to nie jest najlepszy czas na diagnozę wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Ty ją usłyszałaś właśnie w tym wieku?

Marianna Gierszewska:
Tak, to prawda. Nawet niecałe 16 lat. Byłam w przerwie od szkoły między gimnazjum a liceum. Pod koniec gimnazjum się zaczęły pierwsze objawy: bóle brzucha, potem częstsze wizyty w toalecie, wreszcie krew na papierze, zawroty głowy, omdlenia. No i tak wszyscy się zastanawialiśmy rodzinnie co się dzieje. Poszliśmy do pierwszego lekarza, który nas od razu skierował do proktologa. No i wizyta u proktologa nie należała do najmilszych. Pan doktor był bardzo niedelikatny i dał mi do zrozumienia, że mam się właściwie spodziewać, że mam nowotwór jelita grubego. No i później kolejna, cała seria badań. No i wreszcie okazało się, że to jest wrzodziejące zapalenie jelita grubego.

Jacek Hołub:
To co się z tobą działo nakłada się też na twoje plany życiowe, na twoje pasje, to co chciałbyś robić w przyszłości. Teatr i film był obecny w twoim życiu od dziecka. Od zawsze chciałaś występować na scenie?

Marianna Gierszewska:
Tak, tak. To było ogromne moje marzenie właściwie odkąd pamiętam. Już jak miałam 3 – 4 latka to zakładałam rajstopy na głowę, brałam pilot do ręki i udawałam, że jest na estradzie, że występuję dla wielkiej publiczności. Oczywiście tą wielką publicznością była moja najbliższa rodzina. No i gdzieś tam te występy takie właśnie aktorskie, muzyczne to była moja ogromna miłość od dziecka. Więc też tak kierowałem swoje życie i swoje plany, żeby właśnie zdać do szkoły teatralnej, żeby na tę scenę wychodzić, żeby śpiewać i grać.

Jacek Hołub:
A tu ból brzucha, biegunki, szpital, częste wizyty u lekarza, które rozwaliły ci życie.

Marianna Gierszewska:
Tak, tak, tak. W tamtym momencie na pewno tak myślałam i zadawałem sobie bardzo dużo pytań dlaczego ja, dlaczego mnie to spotyka, co takiego zrobiłam, kogo skrzywdziłam, dlaczego taki los mnie spotyka. Wiadomo, że kiedy przychodzi ta pierwsza diagnoza, no to jest ogromne poczucie niesprawiedliwości, ogromne poczucie bezsilności i też w momencie, w którym ja byłam dorastającą dziewczyną gdzieś dopiero wchodzącą powoluteńku w ten świat dorosłych, w ten świat młodzieżowy. No bo to liceum, no to wszystko jakby pierwszy raz. Chłopaki, dyskoteki, imprezy, wyjścia z domu. No i wszystko mnie to ominęło. Więc na dobrą sprawę o takich rzeczach jak właśnie pierwsze miłości, zakochania, pocałunki to mogłam zapomnieć. Ale nawet było mi ciężko nadążyć w samej szkole, bo tak często mnie nie było, tak często lądowałam w szpitalu i śmiałam się wtedy, że szpital się stał moim drugim domem dosłownie, a pielęgniarki były moimi ciotkami. Więc ciężko było jakby nadążyć nie dość, że A: za tym tempem życia nastoletniego, to B: jeszcze za nauką, a za chwilę matura, a potem chciałam zdawać do szkoły teatralnej. I jak tu teraz wszystko połączyć? To się wydawało absolutnie niemożliwe w tamtym momencie.

Jacek Hołub:
No właśnie, czy w tamtym momencie kiedy leżałaś w szpitalu pod kroplówkę wierzyłaś w to, że możesz być aktorką?

Marianna Gierszewska:
Hmm… Cały czas miałam taką nadzieję w sercu, to na pewno. I muszę też powiedzieć, że miałam nadzieję, że to kolejne leczenie już zadziała. A jak nie, to to jeszcze kolejne. A ja przez tydzień leczyłem przeszłam […]. Naprawdę byłam w pewnym momencie chodzącą apteką. Bo zaczęło się od sterydów. To takie bardzo […]. No wszyscy na początek dają sterydy, to jest bardzo takie popularne, popularna metoda leczenia wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. No więc były te sterydy – one nie zadziałały. Szybko się okazało, że jestem sterydozależna. Czyli na dobrą sprawę musiałabym być na tych terenach do końca życia. A sterydy mają całą masę skutków ubocznych. No w porządku, to te sterydy nie zadziałały. No to potem się pojawiły leki immunosupresyjne, akupunktura, ziołolecznictwo, czopki, wlewki, leczenie dietą. Chodziłam od lekarza do lekarza, każdy mówił swoją teorię, każdy miał swoje zdanie. W pewnym momencie nie jadłam nabiału, w pewnym momencie nie jadłam mięsa, w pewnym momencie jadłam tylko surowiznę. O Jezu Święty! Przeszłam przez tyle różnych metod naprawdę. No i każda dawała mi tą nadzieję, że ok, dobra to jak teraz się poprawi, no to będę miała normalne życie. To wcale nie jest wykluczone, że za chwilę będę mogła zdawać do szkoły teatralnej. No tylko, że żadne leczenie nie przynosiło efektów. No i tak mijały kolejne miesiące, kolejne lata.

Jacek Hołub:
Tak, w jednym z wywiadów mówiłaś o tym, że biegałaś do toalety nawet 60 razy dziennie, ważyłaś 34 kilogramy, nie mogłaś jeść i wyłaś z bólu.

Marianna Gierszewska:
Tak, tak, tak. To jest chyba najbardziej taka, no chyba najszczerszy taki zapis, bo rzeczywiście było tak, że w momencie, w którym tak często się chodzi do toalety no to już kompletnie się o jedzeniu nie myśli. Bo jeżeli tak bardzo Cię boli cały brzuch i już żołądek, i jest cały czas niedobrze, i masz wrażenie, że ktoś ci wbija po prostu sztylet w brzuch i przekręca tym szkieletem. No to nie myślisz ani o funkcjonowaniu, ani o jedzeniu, ani o normalnym życiu. Ja na dobrą sprawę leżałam na kanapie w domu albo siedziałam w toalecie. I to było wszystko w czasie emisji choroby. Czyli tego jej aktywnego bycia. A w szpitalu było dokładnie to samo, tak samo. Albo leżałam na szpitalnym łóżku albo byłam w toalecie. I rzeczywiście mój przypadek był jakiś taki bardzo złośliwy, bo aż nawet lekarze się dziwili jak to jest możliwe, że w ciągu dwóch lat chorowania na tę chorobę dziewczyna po prostu lata po 40, 50, 60 razy na dobę do toalety.

Jacek Hołub:
Na lekach, tak?

Marianna Gierszewska:
Tak, na lekach. I w nocy to nie odchodziło. To były dosłownie pobudki co 20 minut, co pół godziny. Każda droga do toalety to była zawsze ostateczność. To znaczy to były sekundy, zawsze. Ja miałam sekundy na to żeby się znaleźć w toalecie, bo inaczej nie wytrzymam, nie dobiegnę, nie dam rady. Gdzie zresztą też się zdarzały takie sytuacje już przede wszystkim w szpitalu na szczęście, tuż przed operacją wyłonienia stomii, gdzie ja po prostu leżałam w pieluszce. Już nawet nie było sensu żebym ja wstawała, bo to była niekończąca się historia. Poza tym ja już też nie miałam siły żeby wstawać. Więc wtedy po prostu pieluszkę zmieniała mi mama, pieluszkę zmieniała mi pielęgniarka. I też, 18 nastoletnia dziewczyna leżąca w pieluszce, w szpitalu to nie jest takie wejście w dorosłość jakie każdy z nas sobie wyobraża. To są takie, bardzo takie graniczne i duże doświadczenia. I potem jeszcze operacje.

Jacek Hołub:
No właśnie, do niej przejdziemy za chwilę, ale objawy choroby są widoczne, ale równie ważne rzeczy dzieją się w psychice nas chorych. Co przeżywałaś w tym czasie najtrudniejszym? Czego nie było widać?

Marianna Gierszewska:
Tak. Cała choroba jest takim tematem bardzo wstydliwym. Wszystkie choroby, które generalnie wiążą się z toaletą, wiążą się z układem pokarmowym, wiążą się z trawieniem. To są wszystko bardzo wstydliwe choroby. Bo my nie lubimy rozmawiać o wypróżnianiu nawet jak jesteśmy zdrowi. A teraz rozmawiać o nim i jeszcze mówić o tym co u ciebie nie działa i co jest nie tak, no to to jest związane z ogromnym wstydem, z ogromną oceną, z takim poczuciem no bycia jakimś dziwnym, innym, że to wszystko jest po prostu bardzo wrażliwe, ale nie chcesz się tym z nikim dzielić. I rzeczywiście ja się kompletnie nie czułam rozumiana też przez rówieśników, no bo jak wyjaśnić w klasie, że często biegasz do toalety i masz krew na papierze cały czas. Jak to wyjaśnić koleżankom. Tym bardziej jak to wyjaśnić chłopakom, jak wyjaśnić to, że nie chodzisz na żadne zbiórki towarzyskie, na żadne imprezy na żadne urodziny.

Jacek Hołub:
Że nie wyjdziesz na pizzę po lekcjach na przykład.

Marianna Gierszewska:
Że nie wyjdziesz na pizzę, że nie napiszesz się ze szkołą piwa. Nic takiego się nie wydarzy. Więc ja się czułam taka bardzo osamotniona w tym wszystkim i trochę bezsilna, bezradna. Z jakimś takim poczuciem wyczerpanych nadziei i też z takim pytaniem co dalej ze mną będzie, bo jeśli tak ma wyglądać moje życie, to ja nie wiem czy ja dam radę w ten sposób żyć. Ogromna też tutaj jest zasługa moich rodziców, to nie będę kłamać, bo oni zapewnili mi opiekę taką psychologiczną, która wtedy mi na pewno bardzo pomogła i była mi bardzo potrzebna. Nawet takie zwyczajne po prostu wygadanie się i powiedzenie Jak się czujesz w danym momencie do osoby, która tego nie oceni, zrozumie to i jeszcze z tobą porozmawia. To było bardzo dużo i to mi dużo dało. Ja gdzieś cały czas miałam w sobie taką siłę żeby to przejść i ja to chciałam, tę chorobę po prostu przejść. Nie wiedziałam jakie są możliwe scenariusze, nie wiedziałam ile jeszcze leczenień mi zostało możliwych. Ale wiedziałam, że tak żyć na pewno nie chcę.

Jacek Hołub:
Aż przyszedł ten dzień kiedy obudziła się po operacji usunięcia jelita grubego. Miałaś wtedy 18 lat. Obudziła się już z workiem stomijnym na brzuchu.

Marianna Gierszewska:
Tak.

Jacek Hołub:
Co wtedy pomyślałaś, co czułaś?

Marianna Gierszewska:
Pamiętam, że jak się obudziłem na tej sali pooperacyjnej, wokół mnie było mało ludzi. To była bardzo taka duża, biała, czysta sala, dwie pielęgniarki i wszystko wydawało mi się takie jakby nie z tej rzeczywistości, nie do końca wiedziałam co się dzieje. Widziałam dużo świateł, nie wiedziałam gdzie jestem. Bardzo dużo kroplówek, wenflonów, wszystko podłączone do mnie. I pierwsze co, no to odsłoniłam kołdrę, żeby zobaczyć co z brzuchem, jak on teraz wygląda, co tam się dzieje. I zobaczyłam woreczek, który jest wielkości dłoni, był wielkości dłoni. I muszę przyznać, że moją pierwszą myślą było: „co?! To wszystko?! O tyle, o to było to całe zamieszanie? To nie mogliśmy tego wcześniej zrobić? Ja się musiałam naprawdę prawie cztery lata tak strasznie męczyć?!” Przecież to jest tak małe, tak subtelne. Oczywiście miałam cały rozcięty brzuch, więc ból był, ale to też nie był ten ból, który ja znałam z czasów choroby. To nie był ten świdrujący, sztyletowy w ból, tylko to był no ból rozciętego brzucha. Ja też w ogóle nie miałam czasu żeby się przygotować do tej operacji jakkolwiek. Bo w momencie, w którym pojechałam do szpitala ten ostatni raz, to lekarze dali mi coś co nazwali lekiem ostatniej szansy. Lek biologiczny. Ja wtedy leżałam w szpitalu prawie trzy tygodnie i udało mi się dostać z refundacji 3 dawki tego leku biologicznego, który jak zapewniali mnie, już tylu ludziom pomógł w tak koszmarnych sytuacjach, że tobie też na pewno pomoże. No i tak czekałam, czekałam, czekałam, czekałam pierwsza dawka, druga dawka, trzecia dawka no kurcze nic się nie zmieniało. Cały czas biegłam do toalety i stwierdzili lekarze, że wezmą mnie na kolonoskopię, żeby zobaczyć, że „dobra, biegasz do toalety, ale może w środku coś tam się zaleczyło, może w środku to jelito nie ma tyle wrzodów, wygląda lepiej”. Położyli mnie na tym stole do tej kolonoskopii i nie minęła nawet minuta a ja usłyszałam jak lekarz mówi jeden do drugiego, że trzeba tą dziewczynę daawać od razu na stół, bo to jelito to zaraz sperforuje, jest tak pełne wrzodów i ropy i krwi. Że to jelito cienkie jak kartka papieru. I od razu mnie przewieźli na salę z powrotem. Czyli nici z kolonoskopii, bo nie mogli nawet wejść, bo tak bardzo to moje jelito było chore. Wróciłam na salę i wtedy od razu przyszła pani pielęgniarka, która powiedziała, że jak tylko się pojawi wolny anestezjolog, to od razu idziesz na operację. No i za chwilę do mnie przyszli lekarze i powiedzieli, że operacja kolejnego dnia z samego rana, proszę podpisać dokumenty, ja, rodzina. Więc ja nawet nie miałam momentu, żeby przeczytać co to jest stomia, co mnie czeka, jak to wygląda, jak wygląda proces wracania do zdrowia, rekonwalescencji. I myślę sobie, że może to też dobrze, bo ja nie miałam czasu nabudować sobie tych wszystkich strasznych demonów, co mnie teraz czeka i co się najgorszego może wydarzyć. Dostałam informację, że mogę zjeść jeszcze jeden posiłek do końca dnia, że ja mam się następnego dnia przygotować, umyć tym i tym mydełkiem. Więc tego dnia jeszcze zjadłem chałkę jako być może mój ostatni posiłek w życiu. Bo lekarze powiedzieli, że z takim jelitem to jest […], do momentu pójścia na stół to jest zagrożone życie cały czas.

Jacek Hołub:
Czyli stomia uratowała ci życie?

Marianna Gierszewska:
Tak, tak. Stomia uratowała mi życie. I też po operacji lekarz poszedł do mojego taty i powiedział, że to jelito to by zabiło pańską córkę. I to pamiętam, że potem tata przyszedł do mnie na salę już jak z tej operacji, z tej sali pooperacyjnej wyjechałam już na normalną salę szpitalną, to właśnie tata do mnie przyszedł i tak starał mi się to powiedzieć bardzo opanowanie, że kochanie to była naprawdę poważna operacja, poważna sprawa. Ale samemu mu się oczy zaszkliły i zaczął po prostu… Te łzy zaczęły same lecieć, bo chyba nikt nawet nie wiedział, że to jest aż tak poważne. Do momentu dopóki właśnie nie zdarzyła się ta ostatnia kolonoskopia, gdzie się okazało, że to już jest kwestia godzin po prostu.

Jacek Hołub:
W jaki sposób stomia odmieniła twoje życie, wówczas jako nastolatki?

Marianna Gierszewska:
W momencie wyłonienia stomii ja miałam niecałe 19 lat, 18 i pół roku dokładnie. I ja muszę powiedzieć, że ja się ze stomią zaprzyjaźniłam od razu, Nie wałkowałm za długo tematu „kurcze gdzie moje dawne ciało,, mam tu teraz bliznę. Może ta blizna nie jest ładna”. Kompletnie się nad tym nie zastanawiałam, miałam w sobie tyle radości i szczęścia w związku z tym, że jestem, że żyję, że odzyskałam swoje ja, i swoje życie, i swoje zdrowie i przestałam też na siebie patrzeć jako na osobę chorą, bo mogłam przestać brać wszystkie lekarstwa, które brałam do tej pory i przede wszystkim już nie czekały mnie żadne inwazyjne leczenia. Tylko teraz dostałam informację „jest pani stomiczką”, żyje pani ze stomią. Jest worek, jest czy też jak ja mówię woreczek – bardziej subtelnie. No i jest woreczek, jest płytka, są kosmetyki, których pani tam musi używać w związku ze stomią. Natomiast nie musi się pani wcale traktować jako osoby chorej. I szczerze mówiąc to ja tuż po operacji pojechałam na trzy dni, z moją wtedy najlepszą przyjaciółką tańczyć nad morze. Więc po prostu miałam takie bardzo, taki powrót do tego życia z werwą, i z taką pozytywną energią, i z takim „dałam radę i dam radę” i nie widzę powodów, dla których miałoby być inaczej. Też chyba sama ze sobą taką umowę zawarłam, że będę żyła odważnie. Bo skoro mam to życie to jest naprawdę, naprawdę cenne.

Jacek Hołub:
No i z tą odwagą i z tym woreczkiem na brzuchu poszłaś na egzamin do szkoły teatralnej, nie przyznając się do tego, że jesteś stomiczką.

Marianna Gierszewska:
Tak, tak. Nie powiedziałam nic, bo nie miałam absolutnie nie wiedziałam jak oni by zareagowali jeżeli ja bym o tym powiedziała na głos. Więc po prostu wszystko tak sobie skrzętnie ukrywałam przez te trzy etapy trwania egzaminów i potem normalnie weszłam tam w nauczanie. Nikt o niczym nie wiedział. Ja zakładałem odpowiednie ubrania. Chociaż też już wtedy wiedziałam, że problemem ogromnym jest brak odpowiedniej bielizny na rynku. No i tak sobie funkcjonowałam w tej szkole, funkcjonowałam, aż wreszcie się się pojawił jeden casting, pojawił się drugi casting. Obydwa castingi wygrałam, a ponieważ muszę powiedzieć, że ta szkoła teatralna nie była takim miejscem jakim wydawało mi się, że będzie. Ja się raczej zawiodłem na szkole teatralnej. Okazała się miejscem, które po prostu nie jest dla mnie. Za dużo struktur, za dużo dziwnej hierarchii, z którą ja sobie jakoś tak nie mogłam poradzić. Ale też przede wszystkim ja lubię powtarzać takie zdanie, że ni,e nie byłam w stanie się uczyć zawodu, który jest wolnością w niewoli. Bo aktorstwo kojarzy mi się jednoznacznie z wolnością. No a jednak właśnie struktury studencko – akademickie były bardzo dużym takim reżimem jakimś otoczone. Więc w momencie, w którym przyszły te castingi i się okazało, że wygrałam, to miałam w sobie dużo szczęścia, bo wiedziałam, że to oznacza, że ok, to ja mogę sobie z tej szkoły na spokojnie odejść. I nie wiedziałam co się stanie po tych castingach, czy dalej będą propozycje, czy może to jest jednorazowy strzał, a ja sobie właśnie rujnuje przyszłość. Ale staram się mieć do życia zaufanie i tak jak miałam to zaufanie w momencie, w którym szłam na ten stół operacyjny, tak i miałam to zaufanie w momencie, w którym zdecydowałam się rezygnować ze szkoły teatralnej i absolutnie tej decyzji nie żałuję. Ale też jestem szczęśliwa, że tam poszłam, bo jest to jakiś kolejny kamyczek do mojego plecaczka doświadczeń na pewno. Który też mi na pewno dużo dał. I tak, i później się wszystko już potoczyło swoimi torami, bo i firma, właśnie i projekty bielizny dla stomiczek. I potem duża kampania, i powiedzenie na głos o stomii.

Jacek Hołub:
No właśnie, o to chciałem zapytać. Jak to się stało, że pomyślałaś, że warto stworzyć markę bielizny dla kobiet ze stomią?

Marianna Gierszewska:
Ja już po samej operacji zaczęłam się zastanawiać „dobra, kurczę. Jest ten woreczek, no to jakoś teraz muszę tę garderobę zmienić, jakoś ją dopasować, jakoś się dostosować”. No i od czego zaczynamy? Zawsze zaczynamy od bielizny. Spodnie z wyższym stanem – jasne, to się przyda też. Natomiast jak ja patrzyłam na wiele zdjęć kobiet właśnie ze stomią, to one wszystkie miały bardzo luźne, wielkie zdecydowanie za duże na nie ubrania. Ja sobie tak myślałam, dlaczego? Dlaczego? Przecież to nie jest tak, że jak mamy maleńki, naprawdę maleńki, wielkości dłoni woreczek przy brzuchu to nie musimy od razu sobie kupować o 4 rozmiary za dużych ubrań na siebie. Więc wróciłam do tej bazy. Ok, od czego zaczynamy? Od bielizny. Bielizna jest najważniejsza. No i stwierdziłam, że zrobię na własną rękę reserach w polskich butikach z bielizną i zobaczę co one oferują. No i jak przeszłam się po tych sklepach z bielizną w galeriach i pytałam się dzień dobry poszukuję bielizny z wysokim stanem, ale takim naprawdę wysokim, takim który będzie sięgał ponad pępek dla kobiet na co dzień. No i byłam bardzo zawstydzana w tych sklepach. Ponieważ panie ekspedientki się mnie pytały no ale o co pani chodzi. Pani chce po prostu taki styl a’la Marilyn Monroe a’la Pin-up girl? I ja mówię, że nie, chodzi o to, że ja po prostu mam dużą bliznę na brzuchu, nie mówiłam nic o stomii. Mam dużą bliznę na brzuchu i chciałabym tą bliznę zakryć państwa bielizną. No nie, no to my nie mamy niczego na blizny. Więc ja po prostu czerwona jak cegła wychodziłam z tych sklepów zawstydzona, z poczuciem oceny. I tak się odbiłam od czterech dużych, dużych sklepów z bielizną, takich najbardziej znanych. I pomyślałam sobie „dobra to nie jest coś, co my tu mamy w Polsce”. Zaczęłam wchodzić na strony internetowe sieci zagranicznych i rzeczywiście w Australii udało mi się znaleźć coś takiego, więc sobie ściągnęłam taką parę majtek z Australii. Ale to nie była bielizna dla stomiczek, tylko to była po prostu bielizna z takim porządnym, wysokim stanem. No tylko, że płacić x set złotych za jedną parę majtek z Australii to wydaje się […].

Jacek Hołub:
Jak nie pasują, jak zwrócić? [śmiech]

Marianna Gierszewska:
To wydaje się dosyć głupim pomysłem. Więc wtedy właśnie rozmawiałam pierwszy raz, dziś z moim mężem wtedy moim narzeczonym Miłoszem, że „kurcze, kochanie, to jest chyba temat, nad którym się trzeba pochylić, którym się trzeba zająć”. Bo widzę dużo kobiet ma stomię, coraz więcej ludzi ogólnie ma stomię, bo te choroby zapalne jelit nigdzie nie idą, a wręcz jeszcze bardziej do nas przytulają przez środowisko i styl życia w jakim żyjemy i wszyscy jesteśmy coraz bardziej zestresowani, jemy coraz szybciej, żyjemy w coraz większym biegu. Więc tych stomii stety – niestety będzie ich więcej. I po prostu uważam, że trzeba reagować i trzeba wspierać. Nie musimy się samobiczować, że coś robimy źle, że mamy stomię, że chorujemy, ale trzeba po prostu wiedzieć jak siebie samego wspierać w tej chorobie i w procesie zdrowienia. Więc ja po prostu zaczęłam rysować. Zaczęłam rysować projekty dla kobiet. No bo wiadomo, że sama wzięłam z siebie, ze swojego ciała, ze swoich doświadczeń.

Jacek Hołub:
Ty najlepiej znałaś potrzeby.

Marianna Gierszewska:
Tak, tak, dokładnie tak. I potem się zaczęła kolejna wielka przeprawa. No bo teraz znaleźć kogoś kto to wyszyje. Ta bielizna nie jest zwykłym rodzajem bielizny, bo ona ma specjalnie zamontowane, specjalnie wszyte gumy od wewnętrznej strony, które zabezpieczają dodatkowo jeszcze woreczek przed odklejaniem się, przekręcaniem, otwieranie. I jak już to rozrysowałam, no to zaczęłam dzwonić po szwalniach.

Jacek Hołub:
Jaka była reakcja?

Marianna Gierszewska:
No właśnie. Próbuję to wytłumaczyć przez telefon. I wszyscy tak: aha, yhm, stomia? A to nie słyszałem. Tak, tak, tak, pierwsze słyszę. I nikt w ogóle nie wiedział o co chodzi. Potem wysłałam to kilka miejsc, każdy mi odmówił. Powiedzieli, że nie będą się podejmować czegoś takiego, bo oni się nie znają na temacie cytuję. Aż wreszcie się znalazł jeden taki bohater w Bieszczadach, który się podjął. Wspaniały Bartosz Lisek. Podjął się tego i powiedział: „dobra o stomiach za dużo nie wiem, zaraz sobie sprawdzę w internecie i znajdę to co mogę. Natomiast do odważnych świat należy. Róbmy to.” No to to była bardzo taka energia jakiej ja potrzebowałam. Więc wprowadziliśmy tam oczywiście po drodze kilka poprawek. Ja tą bieliznę przymierzałam na sobie, dawałam też innym kobietom stomiczkom do przymiarki, z którymi mi się udało skontaktować przez fundację. No i tymi drogami, tym sposobem okazało się, że po półtora roku tak naprawdę mieliśmy produkt, z którym możemy wyjść do ludzi.

Jacek Hołub:
Tak powstała marka Tutti. Chciałbym się zapytać również o to o czym już wcześniej wspominałaś, o tym, że wielu chorych wstydzi się swojego wyglądu, bo są zbyt szczupli, albo przybierają na wadze, na lekach, bo mają brzuchy zorany przez blizny, operacje, mają wyłonioną stomię. Ty powiedziałaś w jednym z wywiadów, że blizny są świadectwem walki i zwycięstwa.

Marianna Gierszewska:
Tak, tak, tak. I wciąż tak myślę. To jest rzeczywiście duży i trudny temat, bo ja sama w tym najgorszym momencie, tak go nazywam. W tym momencie przed operacją, przy wzroście 164 centymetry ważyłam 34 kilogramy, więc ja rzeczywiście byłam… No skóra i kości po prostu. I w momencie, w którym ja chudłam z roku na rok w trakcie trwania choroby, spotykałem się bardzo z oceną i ludzie, którzy nie znali się na temacie, ludzie, którzy nie chcieli wiedzieć, albo nie wiedzieli po prostu, oceniali to najprościej.

Jacek Hołub:
Spotykało się z jakimiś drwinami, złośliwościami?

Marianna Gierszewska:
Ze złośliwościami bardziej. Na zasadzie dużo osób mówiło, że mam anoreksję, dużo osób mówiło, że „jakbyś zaczęła coś wreszcie jeść”. Więc też jakby nie byli w stanie do końca zrozumieć dlaczego ja nie jestem w stanie jeść, i że to nie jest mój wybór tylko po prostu jeść tylko po to żeby cierpieć, to w pewnym momencie organizm już sam instynktownie chce z tego zrezygnować, żeby sobie ulżyć bólu. Więc w tym sensie to były takie oceny po prostu pełne niezrozumienia. I tak jak powiedziałeś, że te blizny są świadectwem walki, świadectwem zwycięstwa. Jak tak patrzę na wszystkie nieperfekcyjności jakie mamy w ciele. To znaczy nie ma ciał perfekcyjnych. Tak może dzisiejsza kulturalna nas tym karmić i wmawiać nam, że są ciała perfekcyjne, bo widzimy wszędzie piękne, idealne kształty kobiece w mass mediach, tak? Billboardy, gazety, telewizja, social media tym nas karmi świat. Natomiast rzeczywistość wygląda kompletnie inaczej i nie znam jednej osoby i założę się, że nie ma jednej osoby, która by po prostu perfekcyjna była. Każda osoba ma jakieś nie perfekcyjności. Czy to są znamiona, czy to są blizny, czy to są rozstępy, czy to jest cellulit. Tym bardziej w świecie kobiet myślę, że jest bardzo duża presja nałożona. A kobiety ogólnie powinny być dla siebie delikatniejsze i bardziej wyrozumiałe. I ja też tego uczę, mówię o tym na głos jak mogę, że niezależnie od tego jaką historię niesiesz ze sobą pokochaj ją, polub, zaakceptuj i z niej bierz siłę, a nie jej się wstydź i się za nią zasłaniaj.

Jacek Hołub:
Ty sama zostałaś pokochana. W jaki sposób poznałaś swojego męża Miłosza?

Marianna Gierszewska:
To dosyć śmieszna sytuacja, bo Miłosz, który dzisiaj kompletnie nie ma nic wspólnego z aktorstwem, miał taki moment, że marzyło mu się, że będzie aktorem. I poznaliśmy się na takim weekendowym warsztacie aktorskim. On nic z tego nie wyniósł, ja nic z tego warsztatu nie wyniosłam, ale żeśmy wynieśli siebie nawzajem, więc chyba to co najważniejsze. I ja Miłoszowi o stomii powiedziałam na drugim spotkaniu w ogóle. Już tam między nami trochę zaiskrzyło, wiele godzin rozmowy było za nami, dobrze nam się rozmawiało. No i już tak czuliśmy i ja i on, że coś idzie w taką stronę romantyczną, a ja nie chciałam być jakoś zakłamana, czy też nie mówić za długo, a potem np. poczuć się odrzuconą. Chciałam od razu kawa na ławę, to co mam, wszystkie karty na stół.

Jacek Hołub:
I co wywaliłaś się na pierwszej randce, że chorujesz na wrzodziejące i masz stomię?

Marianna Gierszewska:
Tak, tak. Dokładnie. Na drugiej randce wywaliłam: choruję na wrzodziejące i mam stomię. I Miłosz powiedział do mnie takie zdanie, które wtedy mnie bardzo urzekło. Bo ja się go tak niepewnie zapytałam co o tym sądzisz, że mam stomię? Przeszkadza ci to? Nie przeszkadza? A Miłosz powiedział do mnie takie zdanie, że nie ma znaczenia co ja sądzę, ma znaczenie co ty sądzisz. I tak długo jak ty jesteś z tym tematem ok, tak długo mnie to w ogóle nie przeszkadza. No, to wielka miłość od razu po tym zdaniu!

Jacek Hołub:
I jak długo jesteście już razem?

Marianna Gierszewska:
Pięć lat.

Jacek Hołub:
Pięć lat i spodziewacie się dziecka.

Marianna Gierszewska:
Tak jest. Mamy dwa psy, wspólną firmę, wiele różnych przejść ze sobą, no i teraz jeszcze dzieciątko w drodze. Teraz jestem w piątym miesiącu, termin jest na sam koniec sierpnia, więc będzie letni bobasek. Syn.

Jacek Hołub:
Gratuluję. W jaki sposób udawało wam się pokonać wszystkie przeszkody, które się pojawiały w waszym związku związane z twoją chorobą i stomią?

Marianna Gierszewska:
Tutaj też wrócę do tego tematu. Sama akceptację i samomiłości, bo na dobrą sprawę, dopóki ty sama nie robisz z czegoś problemu, dopóty nikt inny wokół ciebie nie zrobi z tego problemu. Bo my tak naprawdę we wszystko weszliśmy bardzo tak naturalnie i spokojnie. I się pojawiła między nami naturalna intymność i nigdy temat stomii nie wyszedł w takim świetle mmmm, co z tym zrobimy?! To jest niezręczne! Nigdy, nigdy w ten sposób nie było żadnych takich rozmów. Jeśli czegoś potrzebowałam, czy potrzebowałam nie wiem, zatrzymać się jakbyśmy w długiej podróży do toalety albo odkleił się woreczek, to ponieważ mamy tak fajnie skomunikowaną relację i tak fajnie skomunikowane partnerstwo to ja zawsze po prostu mówiłam wprost: Miłosz odlepił mi się woreczek, zaraz będziemy mieli tutaj powódź. Chyba, że się zatrzymasz. I z wielu rzeczy po prostu się śmiejemy i robimy z tego żart, bo można się albo za wstydzić i zamykać w sobie albo mówić na głos i po prostu się do tego uśmiechać i przekłuwać to na jakieś pozytywne emocje i pozytywne sytuacje. Więc tak jak ja o tym myślę, to ja myślę przede wszystkim: pracować nad miłością do siebie i nad lubieniem siebie, bo naprawdę blizna czy stomia nie jest problemem. Jeżeli się nie lubimy, to wszystko może być problem. Stomia może być problemem, słabe włosy mogą być problemem, nierówne zęby mogą być problemem. Wszystko jedno. Zawsze coś znajdziemy jeżeli się nie lubimy. A jak się lubimy to do wszystkiego nabieramy dystansu. Jest stomia? Jest w porządku. Są nierówne zęby? Jest ok. Są słabe włosy? Też w porządku. Znaczy nic, nic nie musi być takim wielkim problemem jaki z tego próbujemy, jaki z tego nasza głowa próbuje robić. I tak też to właśnie działa w naszej relacji, że po prostu stawiamy na komunikację i na słuchanie siebie, i na rozmawianie ze sobą i dzięki temu ja wiem co się dzieje u Miłosza, Miłosz wie co się dzieje u mnie. I jasne, to nie jest tak, że każdego dnia się musisz sobie podobać w 105%, ale jeżeli tą bazą lubię siebie czy też po czasie miłość do siebie, to wtedy nie ma znaczenia, że jednego dnia się ci nie podoba jak się układają twoje włosy, nie? Na przykład.

Jacek Hołub:
Przejdziemy do twojego aktorstwa. Popularność zawdzięczasz roli Ewy w serialu kryminalnym „Pułapka” gdzie zagrała u boku Agaty Kuleszy. Pierwszy sezon miał 2 milionową widownię. Ta rola do ciebie przeszła? Czy o nią walczyłaś?

Marianna Gierszewska:
Przyszła do mnie. Przyszła do mnie tak bardzo niespodziewanie. Byliśmy na egzaminach semestralnych pierwszego semestru w szkole teatralnej. I ja wtedy taką wewnętrzną decyzję w głowie podjęłam, że dobra, ta szkoła nie jest dla mnie, będę musiała się z niej jakos wymiksować, będę musiała z niej jakoś odejść. Ale jeszcze nie wiem kurcze jak. No ale dobra, niech mi wszechświat, Bóg, góra, jakkolwiek kto to lubi nazywać, niech mi podpowie. No i wtedy mieliśmy właśnie egzaminy wspólnie, grupowe z widownią. No i na tej widowni akurat tak się złożyło, że siedziała reżyserka castingu serialu „Pułapka” i mnie przyczaiła, i mnie zobaczyła. I potem dostałam telefon z dziwnego numeru. Myślę sobie kurczę, nie znam tego numeru, ale odbieram zestresowana. Halo? -Cześć. Marianka? -Tak, tak, Marianka. -Słuchaj ty mnie nie znasz. Nazywam się Rararara, chciałam cię zaprosić na casting serialu dla dużej telewizji. Żadnych informacji nie dostałam. No ale dobra no, zapraszają mnie, no to biorę, dają to biorę – idę. I poszłam na ten casting. No i okazało się, że jestem już w drugim etapie. Czyli tak jakby pierwszy etap minął. Chyba tam no nie udało im się nikogo takiego znaleźć, więc jeszcze zdecydowali, że poszukają w szkołach teatralnych. No i właśnie ja byłam jedną z tych, które znaleźli. No i z tego drugiego etapu przeszłam do trzeciego etapu, z tego trzeciego etapu zostałam w ostatniej trójce, no i z tej ostatniej trójki dostałam telefon: „Marianka, byłaś bezapelacyjnie bezkonkurencyjna. Zapraszamy Cię do projektu.” No, jak usłyszałam te słowa to miałam takie „nie no to są jakieś jaja, na pewno mnie ktoś wkręca tutaj!”

Jacek Hołub:
Wielkie bum, tak?

Marianna Gierszewska:
Tak, to jest po prostu niemożliwe. I tak się zastanawiałam: tylko kurcze czy nic się nie posypie, nic się zaraz nie posypie, czy ten projekt na pewno dojdzie do skutku, czy to nie jest jakieś wielkie kłamstwo, czy świat sobie ze mnie nie robi żartów? No i się znaleźliśmy na planie nagle. No i pierwszy dzień, dwudziesty dzień, czterdziesty dzień, 60 dzień – mamy to! I potem już premiera. I nagle TVN.

Jacek Hołub:
Czerwony dywan, flashe, wywiady.

Marianna Gierszewska:
Chociaż ja nie jestem taką osobą, która jakoś tak pływa w sukcesie czy też się tak tapla w komplementach. Bo ja od razu wiedziałam, że dobra, przyszło do mnie coś z czym mogę zrobić dużo dobrego. Przez może minutę, może dwie, może pięć reflektory są skierowane na mnie. Mogę poruszyć jakiś ważny temat, mogę zrobić coś dobrego. Skoro mam już te projekty tej bielizny, skoro już to zaczęliśmy robić, skoro mamy już bohatera w Bieszczadach, który to szyje, no to to róbmy. Więc ja wiedziałam, że po prostu muszę z tego zrobić jakąś ważną sprawę, a nie tylko stawiać na kolejnych ściankach i pozować profilami do kolejnych zdjęć. Tylko naprawdę chciałam coś z tego większego przyjąć dla ludzi.

Jacek Hołub:
Zrobiłaś sobie zdjęcia sama, nie na ściance, gdzie na zdjęciach pokazałaś swoją bliznę i woreczek stomijny.

Marianna Gierszewska:
Tak.

Jacek Hołub:
Co się w tobie zadziało wcześniej, co musiało się takiego stać, że ty jako już osoba znana publicznie, popularna aktorka, zdecydowałaś się na taki krok?

Marianna Gierszewska:
Tak jak mówiłem wcześniej, ja w życiu bazuje na dwóch rzeczach: na zaufaniu i na odwadze. To znaczy ja wierzę, że my nigdy nie będziemy gotowi na wszystko do końca. Ale, że po prostu mimo strachu trzeba działać, i robić, i wychodzić ze strefy komfortu. I tak jak przed chwilą powiedziałam, że wiedziałam, że chcę dać coś więcej ludziom i zrobić coś więcej dla ludzi, no to oczywistym wydawało mi się, że to musi być moja historia choroby. Bo nawet nie tylko dla stomiczek i dla stomików, ale ogólnie dla ludzi, którzy przeszli przez ciężką chorobę albo przechodzą przez ciężką chorobę, o której boją się mówić, wstydzą się mówić i czują się oceniani. Bo naprawdę w momencie, w którym ja powiedziałam o swojej stomii, i to jest do dnia dzisiejszego. Ja dostaję wiadomości, maile gdzie ludzie opowiadają mi o chorobach, które są nijak związane nawet z jelitami, czy z żołądkiem, czy z układem trawiennym, ale opowiadają mi o np. reumatoidalnem zapaleniu stawów, o nowotworach, o nadciśnieniu, o cukrzycy, o problemach z tarczycą. I okazuje się, że temat zdrowia generalnie i choroby jest o wiele większy, i że wystarczy żeby jedna osoba zaczęła mówić. I ludzie się po prostu chcą dzielić, i chcą się otwierać, i szukają wsparcia, i zaczynają szukać pomocy. I to jest, i to jest ogromne szczęście, że ja mogę być tego częścią, że pewne tematy udało mi się zacząć, zapoczątkować. Że pewne tematy udało mi się pchnąć do przodu. To to jest ogromne szczęście i ja z tego nie chcę nic dla siebie. Niech to idzie dalej do ludzi, niech to dalej się po nich rozchodzi i roznosi, i niech to niosą dalej i dalej i dalej. Bo to w tym wszystkim nie o mnie chodzi tylko o innych.

Jacek Hołub:
Poniosło się w świat, dotarło również do nas – chorych na nieswoiste choroby zapalne jelit i wrzodziejące zapalenie jelita grubego i chorobę Leśniowskiego-Crohna, za co ci bardzo dziękujemy. Można powiedzieć, że tak przełamałaś tabu.

Marianna Gierszewska:
Tak, trochę wyszłam jak taki Filip z konopi. Tak, no to też muszę ci powiedzieć, że ja się spotkałam z bardzo różnymi opiniami. Jak już podjęłam tą wewnętrznie decyzję, że dobra, mówię o tym na głos. To dostałam tak dużo opinii, to znaczy moja rodzina i przyjaciele wahali się w opiniach naprawdę mocno. Bo były osoby, które mówiły ok, ok. No to, no to mów. No będę trzymać kciuki. Ale były osoby, które mówiły: nie rób tego dziecko absolutnie.

Jacek Hołub:
Dziewczyno, po co ci to?! Jeszcze kariera przed tobą!

Marianna Gierszewska:
Dokładnie tak. Zniszczysz sobie karierę. Zobacz grasz teraz swobodnie bez studiów aktorskich skończonych. No to tylko ci teraz brakuje jeszcze stomi do tego, nie. To wtedy na pewno, na pewno każdy cię wtedy zatrudni. Więc bardzo dużo różnych lęków przemawiało przez osoby w moim otoczeniu. No ale ja jestem taka, że ja się jednak staram słuchać siebie, a nie głosów z boku, bo nic bym nie zrobiła jakbym słuchała każdej jednej opinii i bym nigdzie nie ruszyła i żadnej decyzji bym nie podjęła. No a serducho mi mówiło rób: to odważnie i się nie przejmuj tym co mówią inni. I muszę powiedzieć, że ja dostałam nic innego tylko miłość od ludzi i wsparcie po tym co powiedziałam. No bo tak jak mówię, to okazało się… W ogóle co jest też takie ciekawe, okazało się że, ciężko jest znaleźć osobę, która by nie miała jakichś problemów zdrowotnych. Mniejszych, większych, bardziej wpływających na psychikę, mniej wpływających na psychikę. I myślę, że właśnie jak się rozpoczął ten dialog, to też nawet ja w swoim otoczeniu, moi bliscy znajomi, dalsi znajomi zaczęli mi mówić: kurcze, bo moja prababcia to miała stomię, moja babcia miała problem z jelitami, ja mam problemy z jelitami. Dziękuję ci, że o tym powiedziałaś. Nagle się okazuje, że pół moich znajomych ma lub miało problem z jelitami, albo miało w rodzinie kogoś kto miał. No ale ten temat musiał być rozpoczęty.

Jacek Hołub:
Aktorstwo to zawód bardzo wyczerpujący nie tylko psychicznie ale także fizycznie. Do tego dochodzi stres, który nie służy nam chorym na nieswoiste choroby zapalne jelit. Jak ty sobie z tym radzisz na castingach, na planie zdjęciowym, na scenie wśród ludzi?

Marianna Gierszewska:
Ja gdzieś tak z tym stresem się staram pracować poza sytuacjami stresującymi. Czyli jestem osobą, która medytuje, jestem osobą, która wykonuje prace oddechowe, jestem aktywna, ruszam się, praktykuje jogę, prowadzę dziennik, w którym wylewam swoje przemyślenia i emocje, i pewne naddatki jakichś tam kombinacji myślowych. Więc ja myślę, że to jest po pierwsze duża praca taka do wykonywania każdego dnia samemu ze sobą. Natomiast też muszę powiedzieć, że jak się stresuje, w porządku. To się stresuje. Nie uciekam jakoś od tego stresu. Chociaż on też nie jest dla mnie taki przytłaczający, ja nie czuję żadnych takich dobijających mnie spięć w ciele czy, czy, czy żeby to miało jakiś taki rzeczywiście negatywny wpływ na moje ciało. Raczej nie. Chociaż być może to jest kwestia już tego, że może częściowo już jestem przyzwyczajona, ten stres też po chwili opada. Czy jak jestem na scenie no to stres mam przez pierwszych pięć minut powiedzmy, a potem już jestem tak bardzo w tej postaci, w tym co się dzieje na scenie, na bieżąco reaguje na kolegów i koleżanki, że już ten stres gdzieś znika. Ale tak, jeśli to jest taka moja recepta jak się chce mniej stresować na scenie czy przy wystąpieniach publicznych to przede wszystkim się wyciszyć w domu, i potem wiedzieć jak z tych samoregulacji korzystać w sytuacjach stresowych.

Jacek Hołub:
Mówiliśmy o przełamywaniu tabu. Jak myślisz czy polskie kino i widzowie dojrzeli do tego, żeby zobaczysz na ekranach jedną z głównych postaci ze stomią, wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego lub chorobą Leśniowskiego-Crohna?

Marianna Gierszewska:
Myślę, że czemu nie. Tak jak rozmawiam ze swoją wspaniałą agentką Olą, to każdy z kim ona rozmawia o mnie, nie patrzy na mnie przez pryzmat: och, to ta ze stomią; och, to ta z wrzodziejącym; ach, to ta co powiedziała o tej stomii. Nie, ludzie patrzą po prostu na mnie jak na młodą dziewczynę, aktorkę. Dziewczynę, która wygrała walkę z chorobą, która się nie poddaje i stara się przekłuwać to na coś dobrego dla innych. Myślę, że to tylko jakieś tam lęki i oceniactwo tych, którzy i tak zawsze będą oceniać. Co pewnie zostanie no. Ci którzy będą oceniać, będą oceniać. Na to nie mamy wpływu.

Jacek Hołub:
Tak. Jedną z twoich pasji, kolejną w zasadzie poza aktorstwem, jest śpiewanie. Przed chwilą słyszeliśmy fragment twojego utworu. Zaczęłaś jako raperka.

Marianna Gierszewska:
Tak. Na razie jestem w ciąży, więc tak od tego raperowania się trochę odsunęłam. Śmiałem się ostatnio właśnie w TVNie, że pistolet może wyciągnę, ale jak już dziecko przyjdzie na świat. Więc sama pisze teksty, muzykę częściowo komponuje sama. Nie wiem co dalej z tym będzie, nie wiem, w którą stronę to pójdzie. Przed pandemią były plany płytowe, ale one się przesunęły, bo pandemia bardzo dużo zmieniła generalnie myślę w życiu każdego. Więc teraz tak sobie po prostu jestem z tą muzyką, tworzę sobie raz na czas. I tak piszę w domu teksty, więc w sumie czemu nie wydawać raz na jakiś czas. I też muzyka jest bardzo połączona z aktorstwem, więc to nigdy dla mnie nie jest albo albo. Ja mam bardzo dużo pasji i ostatnio przeczytałam w internecie, że jest coś takiego jak człowiek-ośmiornica. Czyli taki, który ma dużo macek po prostu i robi dużo rzeczy. Każda macka jest od czegoś innego. Więc chyba jestem po prostu takim człowiekiem-ośmiornicą i staram się wykorzystywać życie na maksa i nie rezygnować z żadnej pasji na poczet innej, bo nie chcę się obudzić w wieku 80 lat i sobie myśleć kurczę tak bardzo chciałam to, to, to i to ale sobie nie dałam szansy.

Jacek Hołub:
Dziękuję, że się podzieliłaś z nami swoją muzyką. Na koniec chciałbym ciebie zapytać co byś poradziła młodym ludziom, którzy są świeżo po diagnozie wrzodziejące zapalenie jelita grubego lub choroba Leśniowskiego-Crohna i nie bardzo wiedzą co z tym zrobić.

Marianna Gierszewska:
Pierwsze co to nie kumulujcie w sobie. Jakiekolwiek emocje macie nie kumulować, rozmawiać i szukać wsparcia i pomocy jeśli nie w najbliższej rodzinie, jeśli to jest niemożliwe z jakichś powodów, to dalej, są specjaliści, którzy chętnie, zawsze pomogą. Więc rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać i nie zapętlać się we własnych strachach, i lękach, i myślach, bo te lęki nasze i te strachy naprawdę nie są takie straszne jak się wydają. I nawet stomia, choć wiem, że dla wielu kojarzy się z takim jakimś ostatecznym wyrokiem – wyrokiem nie jest, absolutnie. I da się ze stomią żyć pięknie i szczęśliwie.

Jacek Hołub:
I tym optymistycznym akcentem, w ten wyjątkowy dzień 19 maja, w Światowy Dzień Nieswoistych Chorób Zapalnych Jelit żegnamy się z Manią Gierszewską.

Marianna Gierszewska:
Tak jest.

Jacek Hołub:
Aktorką, wokalistką i pacjentką z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego i stomią. Żegnamy się akcentem muzycznym, słuchamy kolejnego utworu.

Marianna Gierszewska:
Dziękuję.

Jacek Hołub:
Dzięki.

C-ANPROM/PL/ENTY/0238; C-ANPROM/PL/ENTY/0237